dr Grzegorz Czelej

dr Grzegorz Czelej

Senator RP

Prywatyzacja po polsku

Zakład sprzedano za 32 mln zł, a wartość samych nieruchomości wyceniano na 80 mln zł.
Czy ta prywatyzacja skończy się jak tyle poprzednich: upadkiem kolejnego przedsiębiorstwa, wyrzuceniem ludzi na bruk i utratą źródeł utrzymania dla tysięcy rodzin?

Zakłady Tytoniowe w Lublinie, jeszcze kilka lat temu znakomicie radzące sobie na rynku, złożyły niedawno wniosek o upadłość. To jedno z największych przedsiębiorstw produkcyjnych Lublina, wnoszące do budżetu w podatkach corocznie dziesiątki milionów złotych, a jego udział w krajowym rynku tytoniu wynosi 20 proc.

To, co wydarzyło się w lubelskich zakładach to jaskrawy przykład źle przeprowadzonej prywatyzacji, noszącej w dodatku wyraźne znamiona korupcji, której tak wiele przykładów widzieliśmy w ostatnich 25 latach.

Zakłady kupiła w 2011 roku niewielka i kompletnie nieznana francuska spółka Biosyntec. Zapłaciła 32 mln zł, podczas gdy wartość samych nieruchomości ZTL wyceniano na 80 mln zł. Minister Skarbu Państwa odmówił natomiast jednocześnie prawa do przejęcia zakładów spółce pracowniczej.

Nowi właściciele zapowiadali, że Biosyntec zainwestuje 100 mln zł i da pracę ok. 1000 osobom. Szybko okazało się, że były to tylko puste obietnice. Nowy zarząd dokonywał natomiast niejasnych operacji finansowych i opłacał drogie firmy konsultingowe. W rezultacie od momentu prywatyzacji wyniki finansowe ZTL zaczęły się dramatycznie pogarszać. Zakłady, które miały wcześniej roczny zysk w wysokości kilku mln zł, zaczęły przynosić miliony strat i popadać w długi. ZTL zaczęło grozić zajęcie przez komornika kont bankowych, maszyn i nieruchomości. Tak doszło do upadłości. To chyba pierwszy znany przypadek, żeby firma z branży tytoniowej, uznawanej za jedną z najbardziej rentownych na świecie, zbankrutowała.

Czyja to wina? Spójrzmy, kto kieruje obecnie ZTL. Prezesem spółki został po prywatyzacji Dariusz Witkowski, były dyrektor departamentu prywatyzacji, a potem wiceminister Skarbu Państwa odpowiedzialny właśnie za prywatyzację, co już samo w sobie jest skandalem i natychmiast nasuwa podejrzenia o korupcję. O branży tytoniowej nie miał on zielonego pojęcia, natomiast na jego umiejętnościach menedżerskich już wcześniej poznano się w giełdowej spółce C&CE: szybko, po 2,5 miesiąca, przestał być jej prezesem.

Zakłady zatrudniają obecnie około 150 osób, a w fermentowni tytoniu w Krasnymstawie pracuje w czasie kampanii ok. 400 osób. Dają też pracę 6 tysiącom rolników uprawiających tytoń. Bankructwo byłoby dramatem dla nich wszystkich, dla ponad 7 tysięcy udziałowców, dla wielu firm kooperujacych z ZTL i dla Lublina, który straciłby jeden z ostatnich zakładów przemysłowych. Zarząd ZTL nieoczekiwanie wycofał następnie wniosek o upadłość. Wiele wskazuje jednak na to, że nie chodzi o uratowanie zakładów, lecz ten desperacki ruch to raczej kolejna niejasna machinacja.

Tymczasem prezydent miasta, Krzysztof Żuk z PO, chwali się, że tworzy nowe miejsca pracy. Czy ma na myśli siedzenie przy kasie w supermarkecie lub odbieranie telefonów w call center za kilkaset złotych miesięcznie? A może raczej dobrze płatne stanowiska w radach nadzorczych dla swoich - jak na lubelskim stadionie czy na lotnisku?

A gdzie jest rząd i jego „fachowcy”, gdy likwiduje się nasz przemysł, a młodych skazuje na emigrację za chlebem? Czy ta historia skończy się jak tyle poprzednich: upadkiem kolejnego przedsiębiorstwa, wyrzuceniem ludzi na bruk i utratą źródeł utrzymania dla tysięcy związanych z zakładami dostawców? Czy znowu nikt za to nie odpowie? A może uda się francuskiego „inwestora” zmusić do obiecanych inwestycji i spłacenia wytworzonych długów? Może choć raz konsekwencje za nieudolność poniesie także zarząd spółki? A może odpowiedzą także ministerialni urzędnicy i doradcy pilotujący tę „prywatyzację”? Wiem – to w obecnej sytuacji marzenia…

Źródło: Portal wpolityce.pl, autor: Grzegorz Czelej